Pandemia jest także wyzwaniem dla misji Kościoła - napisał papież Franciszek w ogłoszonym w niedzielę orędziu na 94. Światowy Dzień Misyjny, który będzie obchodzony 18 października. Papież: Nie płaci się na konklawe, żeby zostać głową Kościoła - RMF24.pl - Papież Franciszek w przeddzień czwartej rocznicy swego wyboru mówił dzieciom podczas spotkania w parafii na Nadto, gdyby twórca powodowany bluźnierczą intencją wyłącznie dla „zgrywy” dodał Mojżeszowi szatański atrybut, zapewne nigdy więcej nie zaprojektowałby niczego na zlecenie Kościoła. A tymczasem papieże, kardynałowie i biskupi zamawiali jego dzieła przez ponad czterdzieści kolejnych lat. Dlaczego więc Michelangelo Dobre pytanie. Powiedziałabym, że to zależy. Dla Kościoła była świętą, a dla kultury popularnej ikoną. W latach 1967–68 dziennikarz BBC Malcolm Muggeridge przebywał w Kalkucie – miał zamiar nakręcić film o Matce Teresie. W tamtym czasie była ona praktycznie nieznana. Temat 14. Historia Kościoła. Kościół kontynuuje i rozwija w historii posłanie Chrystusa, pobudzany przez Ducha Świętego. W historii Kościoła występuje splot między tym, co Boskie, a tym, co ludzkie. Od pierwszego wieku chrześcijaństwo zaczęło się rozprzestrzeniać, pod przewodnictwem św. Pan gen. Mirosław Różański raczył mnie wczoraj skrytykować! – napisał prof. Sławomir Cenckiewicz na Facebooku. O co chodzi? Były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych udostępnił na tym portalu opinię prof. Cenckiewicza, w którym ten nazywa żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego bandytami. Niewygodne Fakty. 21,553 likes · 430 talking about this. Zapraszamy również na kanał YouTube: Niewygodne Fakty A29F4Nv. 5 lutego na ekrany polskich kin wchodzi „Spotlight”. Sześciokrotnie nominowany do Oscara film opowiada o prawdziwej aferze pedofilskiej z udziałem duchownych Kościoła katolickiego, którzy znaleźli się na celowniku dziennikarzy z „Boston Globe”. Biuro ds. Filmu i Telewizji, działające przy amerykańskim episkopacie, przyznało filmowi kategorię A-III, co oznacza, że z punktu widzenia katolika film nie jest obrazoburczy czy zachwalający niemoralne zachowania. 5 lutego na ekrany polskich kin wchodzi „Spotlight”. Sześciokrotnie nominowany do Oscara film opowiada o prawdziwej aferze pedofilskiej z udziałem duchownych Kościoła katolickiego, którzy znaleźli się na celowniku dziennikarzy z „Boston Globe”. Biuro ds. Filmu i Telewizji, działające przy amerykańskim episkopacie, przyznało filmowi kategorię A-III, co oznacza, że z punktu widzenia katolika film nie jest obrazoburczy czy zachwalający niemoralne pozorom „Spotlight” nie trafiłby więc na kościelny indeks filmów zakazanych - gdyby taki w ogóle istniał. Historia Kościoła katolickiego zna przypadki, kiedy duchowni próbowali utworzyć tego typu latach 30. w USA powstał Legion Przyzwoitości, zaś w latach 50. polscy duchowni założyli Katolickie Biuro do spraw Filmu, Telewizji, Radia i Teatru. Jednak myli się ten, kto uważa, że w Watykanie funkcjonuje lista, na którą trafiają niewygodne dla katolików niemniej co jakiś czas słyszy się, że konkretny ksiądz czy organizacja katolicka wyraża się negatywnie o głośnych i z pozoru całkiem niegroźnych filmach. Przekonajcie się sami, które hity kinowe wzbudziły w przeszłości kontrowersje w środowisku Kościoła katolickiego. W podcaście "The Turning" głos zabierają kobiety, które uczestniczyły w życiu zakonnym Misjonarek Miłości "Nie mogłyśmy same wychodzić, nie mogłyśmy się przyjaźnić, obawiano się związków homoseksualnych" - wspomina jedna z sióstr Według sióstr Matka Teresa miała obsesję na punkcie ślubów czystości, nie pozwalała zakonnicom dotykać nawet dzieci, którymi się opiekowały, chyba, że było to konieczne "Matka Teresa mówiła nam, że zostałyśmy wybrane przez Boga, że nasza misja będzie trwać do końca życia, a każda próba odejścia od niej, zwątpienia, jest działaniem szatana" - opowiadają Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onetu Misjonarka Miłości - Mary Jedną z rozmówczyń podcastu jest Mary Johnson, która opowiada o życiu w zakonie. Przywołuje sytuacje, w których zakonnice nie mogły nigdy wychodzić same, zawsze musiały być we dwie. Oddalenie się nawet na kilka kroków samemu, było od razu przez przełożone siostry zauważane. Johnson spędziła 20 lat w Misjonarkach Miłości Matki Teresy, zgromadzenie opuściła w 1997 r. W podcaście zakon założony przez Matkę Teresę przedstawiany jest jako miejsce psychicznego znęcania się i przymusu. To, co wobec pojawiających się zarzutów skierowanych w stronę Matki Teresy, czyni podcast "The Turning" w "New York Times" wyjątkowym, to pokazanie codziennego życia przez zakonnice, które w nim uczestniczyły. Mary podaje, że zgromadzenie Misjonarek Miłości nosiło znamiona wielu cech charakterystycznych dla sekty. Polecamy: Życie mniszek 1000 lat temu. Co naprawdę działo się za murami żeńskich klasztorów? Erika Lantz, prowadząca podcast, zaznacza, że niektóre z byłych sióstr ze zgromadzenia założonego przez Matkę Teresą, mówiąc o stosowanych tam praktykach, używały słowa "kult". Ich emocje związane z Misjonarkami Miłości nie są jednak negatywne, przebija w nich bardziej ton melancholijny niż gorzki. Była zakonnica Misjonarek Miłości - Colette Livermore, wspomina, że ​​odmówiono jej pozwolenia na odwiedzanie brata w szpitalu, który był w bardzo ciężkim stanie. Chciała wrócić do domu, ale nie miała pieniędzy, nie miała też zwykłych ubrań. Matka Teresa prowadziła zakon jak sektę? Misjonarki Miłości zabierają głos Mary Johnson podkreśla w podcaście, że smuci ją fakt, jak bardzo zgromadzenie odeszło od początkowego impulsu, który sprawił, że Matka Teresa postanowiła pomagać ubogim i chorym. Matka Teresa mawiała kiedyś: "Zróbmy coś pięknego dla Boga", zdaniem zakonnicy z czasem cała działalność stała się bardzo skomplikowana i niejasna w swoim przesłaniu. Pranie mózgu Opowiada: "Słyszałam o dorastaniu Matki Teresy. Wiedziałem o jej pracy z biednymi o tym, że otrzymała Pokojową Nagrodą Nobla. Chciałam ją poznać" - wspomina Mary Johnson. "Kiedy ją zobaczyłam, że coś mnie uderzyło. Będąc w zgromadzeniu Misjonarek Miłości, dowiedziałam się, co znaczy być tak bardzo zaciętym w działalności swojego prywatnego zakonu, który uznawał cierpienie za najwyższą wartość. - słyszymy w podcaście. "Używają Boga jako broni" - pada. "Nie można było tak po prostu odejść, byłyśmy kontrolowane od wewnątrz. Nie można było mieć przyjaciela, to było szczególnie zabronione. Jeśli zbliżyłeś się do kogoś za bardzo, to naprawdę igrałeś z ogniem. W zgromadzeniu składa się przysięgę na całe życie". "Zostałaś wybrana" Mary wspomina pierwsze spotkanie z Matką Teresą. Bała się, że potrafi ona czytać w myślach i co, jak się okaże, że Mary jej nie polubiła, a ona to zobaczy. Mary zaskoczyło, że Matka Teresa mówiła o sobie w trzeciej osobie. Foto: Gamma-Rapho / Getty Images Matka Teresa prowadziła zakon jak sektę? Misjonarki Miłości zabierają głos "Zdjęła sandały, poszła do kaplicy i uklękła do modlitwy. Nigdy nie widziałem osoby tak związanej z Bogiem. Czułem, że dzieje się tam coś świętego". To wtedy Mary usłyszała słowa, które zapadły w niej na kolejne 20 lat. - mówiła do sióstr chcących wstąpić do zgromadzenia Matka Teresa. “Była taka jasna i tak silna i niezbyt przerażająca” - wspomina Mary. "Powtarzała też, że każda chwila zwątpienia to działanie szatana, że ślubów nie składamy na rok, dwa lata, ale do końca życia". Spleśniały chleb Kiedy wszystkie zakonnice ślubowały ubóstwo, Matka Teresa poszła o krok dalej, siostry miały żyć w ubóstwie dosłownie, wyjaśniła to w jednym z wywiadów: "Czym jest bieda? Bieda, to nasza wolność, nasza siła". Przeczytaj także: Pracownicy Watykanu zwierzyli się Polce. Tych historii nie znały nawet ich żony Siostra Kathleen Hughes: Siostra Kelly Dunham: "Nie mieliśmy żadnych wentylatorów, klimatyzacji. Nie używałyśmy dezodorantów, byłyśmy w trzech, a nawet czterech warstwach ubrań, więc nawet pocenie się nie przynosiło ulgi. Jednej z sióstr mówiłam, że chyba nie pachniemy zbyt dobrze, na co usłyszałam, że to jest jak błogosławieństwo". Siostry wspominają, że Matka Teresa miała obsesję na punkcie ślubów czystości. "Nie mogłyśmy dotykać się nawzajem, ani innych. Ta paranoja posuwała się do tego stopnia, że Matka Teresa zakazywała nam dotykać dzieci, którymi się opiekowałyśmy, chyba że było to konieczne. Nie mogłyśmy nigdzie wychodzić same. Między sobą mogłyśmy rozmawiać tylko po uzyskaniu zgody, ale nie za długo. Przyjaźń była zakazana, co tłumaczono, że inni przez nią mogą czuć się wykluczeni. Gdy zauważono, że dwie siostry się do siebie zbytnio zbliżyły, zaprzyjaźniły, od razu je wzywano. Obawiano się związków homoseksualnych". Foto: Gamma-Rapho / Getty Images Matka Teresa prowadziła zakon jak sektę? Mary wyznaje, że myślała, że jej wspomnienia ze zgromadzenia Misjonarek Miłości będą zawierać wiele pięknych chwil, tymczasem odkryła, że było tam o wiele więcej ciemności, niż sobie wyobrażała. "Trudno jest zatrzymać głowie tylko to, co było piękne. Ciągle myślę o tym, jak się z tym czuję i jest to o wiele bardziej skomplikowane niż przypuszczałam" - wyznaje Mary. Kontrowersje wokół Matki Teresy Podcast "The Turning" nie kwestionuje po raz pierwszy reputacji Matki Teresy. Christopher Hitchens, autor książki "Stanowisko misyjne" z 1995 r. krytykował Matkę Teresę nazywając ją demagogiem, obskurantystką, sługą ziemskich mocy. A urodzony w Kalkucie lekarz Aroup Chatterjee piętnował okrucieństwo i brud w domach dla ubogich, które Matka Teresa prowadziła w jego mieście. . Elżbieta II ukrywała swoje ciąże, a Diana rzuciła się ze schodów. Historie królewskich matek Oni i inni krytycy mówili, że Matka Teresa raczej fetyszyzowała cierpienie, niż starała się je złagodzić. Chatterjee w swojej książce "Mother Teresa - The Untold Story" pisze o dzieciach przywiązanych do łóżek w sierocińcu Misjonarek Miłości, mających związane ręce podczas karmienia. Opowiada, że umierający będący pod opieką misjonarek dostawali jedynie aspirynę na uśmierzenie bólu. Według jego przekazu, Matka Teresa z powodu oszczędności pozwalała na ponowne użycie igieł do zastrzyków, nie zatrudniała na etat lekarzy. Według Chatterjee, Matka Teresa wierzyła w cierpienie ludzi jako sposób na dotarcie do Boga. W swojej książce twierdzi on ponadto, że zakonnica była w rzeczywistości głodna reklamy, nazywa ją lobbystką antyaborcyjną, która celowo przedstawiła nieprzyjemny obraz Kalkuty dla własnej korzyści. Trzech naukowców z Uniwersytetu Montrealu w 2013 r. ogłosiło, że zebrało 502 dokumenty dotyczące życia i pracy Matki Teresy. Ocenili, że zebrane przez nich materiały to 96 proc. dostępnych dokumentów na temat błogosławionej. Kanadyjczycy w swoim raporcie twierdzą, że Watykan w procesie beatyfikacji zdecydował się pominąć niektóre "niewygodne" fakty na temat Matki Teresy. Wśród nich miały się znaleźć wątpliwe sposoby opiekowania się chorymi, kontrowersyjne koneksje polityczne, niejasne zarządzanie ogromnymi sumami pieniędzy oraz dogmatyczne poglądy dotyczące aborcji, antykoncepcji i rozwodów. Naukowcy dotarli do dokumentów, z których wynika, że misje prowadzone przez Matkę Teresę w Indiach były w istocie "domami umierających"; przybywający do nich ludzie szukali pomocy medycznej, ale jej nie otrzymywali, w wyniku czego część z nich zmarła. Podkreślano, że problem braku podstawowych standardów w opiece nad ubogimi i chorymi nie wynikał z braku środków finansowych, ale z dość osobliwego postrzegania samego faktu cierpienia i śmierci. W raporcie cytowane są słowa Matki Teresy, która powiedziała, że "jest coś pięknego w akceptacji cierpienia przez biednych, tak jak cierpiał Jezus Chrystus. Świat zyska dużo na tym cierpieniu". Matka Teresa, a właściwie Agnes Gonxha Bojaxhiu urodziła się 26 sierpnia 1910 r. Po śmierci ojca matka wychowywała Teresę w wierze katolickiej. Według biografii Joan Graff Clucas, Agnes od wczesnych lat zafascynowana była żywotami misjonarzy i ich posługą. W wieku dwunastu lat postanowiła poświęcić swe życie Bogu. Sześć lat później opuściła dom rodzinny i wstąpiła do Instytutu Błogosławionej Dziewicy Maryi i została misjonarką. Nigdy więcej nie spotkała się już ze swoją matką i siostrą. W 1946 r. jak twierdziła Matka Teresa, usłyszała powołanie w swoim powołaniu, które nakazywało jej założyć nowe zgromadzenie, które będzie pomagać najbiedniejszym. W 1950 r. zgromadzenie Misjonarek Miłości rozpoczęło swą działalność w Kalkucie, mając wówczas 13 członków. Rok przed śmiercią Matki Teresy działało 517 misji zgromadzenia Misjonarek Miłości w ponad 100 krajach. Matka Teresa otrzymała także szereg nagród za swoją pracę na rzecz biednych. W 1971 roku papież Paweł VI przyznał jej nagrodę im. papieża Jana XXIII, a także wyróżnienie Pacem in Terris. Rozmaite odznaczenia państwowe nadały jej władze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Kanady. Matka Teresa aż 18 razy zwyciężała w sondażu Gallupa na najbardziej podziwianą osobę na świecie, a w 1999 roku zajęła 1. miejsce na liście "Najbardziej podziwianych ludzi XX wieku". Matka Teresa zmarła w 1997 roku w wieku 87 lat. W 2016 r. została kanonizowana. Antysemita Pius XII sprzyjał nazistom, święta inkwizycja wymordowała setki tysięcy ludzi, konkwistadorzy mają na sumieniu krew miliona południowoamerykańskich Indian, a Galileusz spłonął na stosie. Stosie bzdur. Czym różni się hiszpańska wojna domowa od wielu innych wojen? Tym, że nie chodziło w niej ani o interesy ekonomiczne, ani o spory narodowe. To była wojna dwóch ideologii, dwóch wizji świata, dwóch systemów wartości. Dlatego wciąż budzi emocje i jest przedmiotem ideologicznej manipulacji. Wrogowie chrześcijańskiej wizji świata wynajdują w dziejach takie wydarzenia, które mają w złym świetle przedstawić Kościół. Chcą udowodnić, że jeśli mylił się kiedyś, może też mylić się i teraz, jeśli popełniał kiedyś zbrodnie, może popełniać je i teraz. Oczywiście Kościół mylił się w przeszłości wielokrotnie. Bardzo często przypisuje mu się jednak winy, których nie popełnił. A te rzeczywiste wyrywa się z historycznego kontekstu, by je wyolbrzymić. W ten sposób powstały mity uznawane przez opinię publiczną za dowiedzione prawdy. Postanowiliśmy skonfrontować te mity z rzeczywistą wiedzą naukową na ich temat. Galileusz na stosie Mit 1: Galileusz został spalony na stosie przez inkwizycję... Wierzy w to połowa Polaków, którzy twierdzą, że „znają temat” – wynika z ankiety TNS OBOP. Więcej, o tym, że znają sprawę Galileusza, najczęściej byli przekonani Polacy z wyższym wykształceniem. Galileusz miał nosa. Po wielu latach okazało się, że miał rację, stawiając na teorię kopernikańską. Stając jednak 22 czerwca 1633 roku w białej koszuli przed trybunałem w sali dominikańskiego klasztoru Santa Maria Sopra Minerva, zabrakło mu jednego. Argumentów. Uczony zaprezentował zaledwie jeden argument dla poparcia swej teorii głoszącej, że Ziemia krąży dookoła Słońca. Twierdził, że przypływy i odpływy morza spowodowane są poruszeniem wód powstającym w wyniku ruchu Ziemi. Była to ryzykowna teza. Jego „koledzy po fachu” potrafili udowodnić, że spowodowane są one przyciąganiem Księżyca. Galileusz popełnił też inny poważny błąd. Gdy w 1618 roku na niebie ukazała się kometa, ogłosił, że chodziło jedynie o zjawisko optyczne i zaciekle walczył z jezuickimi astronomami z rzymskiego obserwatorium, którzy w komecie widzieli (prawidłowo) rzeczywiście ciało niebieskie. Czy przypłacił swe nauczanie życiem? Skądże znowu! Nie spędził ani jednego dnia w więzieniu. Nie był też, jak sądzi wielu, torturowany. W czasie rzymskiego procesu mieszkał (na koszt Stolicy Apostolskiej) w pięciopokojowym mieszkaniu, z widokiem na piękne Ogrody Watykańskie. Po wyroku został umieszczony w wytwornej willi Medyceuszów w Pincio. Stamtąd przeniósł się jako gość do pałacu arcybiskupiego w Sienie, do jednego z dostojników kościelnych. Trybunał skazał też uczonego na cotygodniowe odmawianie siedmiu psalmów pokutnych przez trzy lata, co zresztą Galileusz z chęcią podjął. Przez cały okres od wyroku do naturalnej śmierci kontynuował swą pracę naukową, odkrył librację Księżyca, zbudował pierwszy zegar wahadłowy. Zmarł 8 stycznia 1642 roku, po 78 latach życia. Działacze nowej lewicy chcieliby zapewne wcisnąć w jego usta okrzyk: „Zdrada!”, „Wolność!”, albo inne barwne rewolucyjne hasło. Zdziwiliby się, czytając wspomnienia córki Galileusza (zakonnicy zresztą), która zapamiętała ostatnie słowo ojca. Brzmiało ono: „Jezus!”. *** Tekst: Marcin Jakimowicz. Papież Hitlera Mit 2: Pius XII wspierał Hitlera, milczał wobec zagłady Żydów i był kompletnie obojętny na dramat narodów znajdujących się pod niemiecką okupacją... Ataki na Piusa XII rozpoczęły się po jego śmierci. Wcześniej nikt nie kwestionował znaczenia pomocy tego papieża dla środowisk żydowskich, zwłaszcza gdy jesienią 1943 r. niemieckie wojska zajęły Rzym i znaczną część Włoch. Pius XII poprosił wówczas kościoły i klasztory w całym kraju, by dawały schronienie Żydom. Oceniając działalność Piusa XII w okresie wojny, rabin David G. Dalin z USA przypomniał zdanie z Talmudu, że kto zachowuje jedno życie, jest mu to policzone, jak gdyby zachował cały świat. „Pius XII wypełnił to talmudyczne powiedzenie bardziej niż którykolwiek XX-wieczny przywódca, kiedy ważył się los europejskich Żydów”. Skąd się wzięła czarna legenda Piusa XII? Początek haniebnej kampanii dała w 1963 r. w Berlinie premiera dramatu niemieckiego pisarza Rolfa Hochhuta pt. „Namiestnik. Tragedia chrześcijan”. Hochhut, opierając się na rzekomo autentycznych dokumentach, przedstawił papieża jako bezwzględnego cynika całkowicie obojętnego na ludzkie dramaty. Sztuka, przetłumaczona na wiele języków, traktowana była nieomal jak historyczny dokument. W 2002 r. na jej podstawie znany reżyser Costa Gavras nakręcił film „Amen”. W styczniu 2007 r. w amerykańskim piśmie „National Review” ukazał się artykuł gen. Iona Mihaia Pacepy, wysokiej rangi funkcjonariusza rumuńskiej tajnej policji politycznej Securitate, który w 1968 r. uciekł na Zachód. Uczestniczył on osobiście w operacji mającej zdyskredytować autorytet Piusa XII. Aby to osiągnąć, sfałszowano oryginalne dokumenty watykańskie. Część z nich podrzucono Hochhuthowi. Także wielu zachodnich historyków, jednostronnie interpretujących źródła lub ignorujących dokumenty dla nich niewygodne, stawiało tezę, że antykomunizm Piusa XII doprowadził go do wspierania Hitlera. W rzeczywistości było odwrotnie. Poniedziałek, 25 lipca (11:45) Dwóch mężczyzn w wieku 19 i 20 lat odpowie przed sądem za obrazę uczuć religijnych. Pijani weszli do jednego z lubelskich kościołów i zaczęli palić papierosy, pić alkohol oraz głośno przeklinać. Po wyjściu, załatwili potrzebę fizjologiczną na stojący na placu krzyż. Grozi im do 2 lat więzienia. Do zdarzenia doszło na terenie jednej z lubelskich parafii w ostatni piątek rano. Jak poinformował oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Lublinie kom. Kamil Gołębiowski, w trakcie mszy do kościoła weszło dwóch młodych mężczyzn, którzy usiedli w ławce. Sprawcy od samego początku zachowywali się hałaśliwie i używali słów wulgarnych. W pewnym momencie zaczęli palić papierosy i spożywać alkohol. Pomimo interwencji księdza nie chcieli opuścić kościoła. Dopiero po reakcji innych wiernych wyszli na zewnątrz. Tam jak się okazało, załatwili potrzebę fizjologiczną na stojący na placu krzyż, opisał funkcjonariusz. Zatrzymani mężczyźni byli kompletnie pijani. Jeden z nich miał 3 promile alkoholu w organizmie, a drugi ponad 2 promile. Sprawcy usłyszeli zarzuty złośliwego przeszkadzania w wykonywaniu aktów religijnych i obrazy uczuć religijnych. Jeden z nich tłumaczył się, że krzyż pomylił ze ścianą. Za zarzucane mężczyznom czyny grozi do 2 lat więzienia. Dzieje Kościoła Katolickiego od setek lat przyciągają sympatyków historii. Szczególnie tyczy się to różnorakich tajemnic, które nieodmiennie towarzyszą tej najpotężniejszej na świecie instytucji. Wiele powieści i filmów spopularyzowało tropienie sekretów Kościoła – oczywiście do najpopularniejszych należą książki Dana Browna i ich kinowe adaptacje. Ile jednak z ukazanych w tych historiach faktów jest prawdziwe? Rosikon Press wydawnictwo zaprasza na wyprawę do miejsca, gdzie Kościół przechowuje wszystkie swoje najskrytsze tajemnice – do Archiwum Watykańskiego. Na tropie sekretów Tajne Archiwum Watykańskie książka Grzegorza Górnego i Janusza Rosikonia, to jedyna w swoim rodzaju publikacja, której autorzy wyruszają w podróż do mrocznej historii Kościoła. Przeszukując Archiwum Watykańskie, dziennikarz i fotograf przybliżą czytelnikom szczegóły niektórych z najbardziej kontrowersyjnych wydarzeń w historii chrześcijaństwa. Podczas kilkuletniej pracy nad książką, dotarli oni w wiele różnych miejsc na świecie, by na własne oczy sprawdzić, czy to, co zostało spisane w starych dokumentach, naprawdę się wydarzyło. Niczym prawdziwi odpowiednicy profesora Langdona z powieści Browna, zetknęli się oko w oko z nieznanym dotychczas obliczem historii i odkryli zaskakujące fakty dotyczące jednej z trzech wielkich religii świata. „Tajne Archiwum Watykańskie” to znakomita pozycja nie tylko dla osób zainteresowanych tajemnicami Kościoła, ale też dla wszystkich sympatyków historii.

niewygodne fakty dla kościoła