Można kogoś kochać bez granic, ale ruszyć naprzód i odejść, kiedy związek okaże sie niezdrowy, nierówny i jednostronny. Rusz do przodu ze swoim życiem. Jeśli coś ma się wydarzyć, na pewno sie wydarzy. Witajcie, dręczy mnie pytanie jak to jest być kochanką? Jak wspominacie te czasy, czy warto było? Proszę podzielcie się że mną swoimi spostrzeżeniami. Kochanki zawsze są gorsze, obwiniane o zdradę. Co jednak, jeśli ja naprawdę zakochałam się w żonatym mężczyźnie? To nie jest piękna miłość. I co, mam zapaść się pod ziemię? - Seks - Związki i seks - Forum - Wątek Strona 2490 Chcę odejść, ale nie mogę. Bardzo chcę odejść od męża, naszej relacji już nie da się pozbierać. Zresztą od jakiegoś czasu nasze małżeństwo istnieje tylko na papierze, nie ma ani bliskości, ani miłości. Jestem z nim nieszczęśliwa, męczę się w tym związku i jestem przekonana, że nasze dzieci też to czują. Od 2 lat jestem kochanką szefa Oficjalnie nikt o tym nie wie , to znaczy gadają po kątach, że on bzyka wszystko, co się porusza, ale mnie się boją… Ślepia bym wydrapała, gdyby ktoś zaczął się między nas wcinać. Kochanki zawsze są gorsze, obwiniane o zdradę. Co jednak, jeśli ja naprawdę zakochałam się w żonatym mężczyźnie? To nie jest piękna miłość. I co, mam zapaść się pod ziemię? - Seks - Związki i seks - Forum - Wątek Strona 141 30/10/2023. Brak perspektyw, czarna ściana, mur nie do przejścia, zero perspektyw, a jedyna myśl, która przychodzi w chwilach kryzysu to myśl o samobójstwie, myśl o śmierci. Tak odejść na zawsze, tak zniknąć bez zbędnego tłumaczenia, tak nic już nie czuć. Życie tak boli, tak dociska do gleby, że jedyną ulgę przynosi myśl o K8mnq. Wyznania kobiet są internetowe pękają w szwach od opowieści na temat romansów kobiet z osobami duchownymi. Kobiety dzielą się ze sobą swoimi historiami, proszą o porady. Wszystkie te historie są zaskakujące. Duchownego obowiązuje życie w celibacie, powinien służyć za przykład. Tym bardziej zdumiewające są opowieści anonimowych internautek o ich romansach z księżmi. Oto niektóre z wątek rozpoczęła Anielica pytaniem: "Czy któraś z was miała kiedyś kochanka księdza?". Co zadziwiające wątek na jednym z damskich forów został założony 6 lat temat. Dyskusja trwa do o nicku "Kusicielka" pisze, że kochała się z księdzem i przyznaje, że seks był rewelacyjny. Dla niej to nie jest tylko seks a prawdziwa miłość."Nieraz tak bywa, że po drodze spotykamy swoją miłość, tą jedyną i nie zawsze ona jest idealna" - pisze owoc kusi najmocniej. Kusicielka jest matką trójki dzieci i mężatką i jak sama przyznaje, fakt, że musi ukrywać swój związek jest interesujący. Nie żałuje tego co robi."W domu przez 20 lat czegoś takiego nie miałam, jak uczucie, delikatność, rozmowę, czułość no i rewelacyjny seks."Kusicielka pisze, że na początku nie wiedziała, że mężczyzna, z którym się spotyka jest księdzem. Na początku jej to przeszkadzało. Teraz już nie. Kiedy ksiądz wyjawił jej prawdę było już za późno, aby mogli od siebie odejść. Byli w sobie zbyt zakochani. Teraz zastanawia się nad odejściem od męża a ksiądz zastanawia się nad odejściem z kościoła. Jeszcze nie wiedzą co historię przytacza internautka o nicku "Kochana przez księdza". Jak pisze, ma 22 lata i jest z księdzem, który jest bratem jej przyjaciółki. Kiedyś, zanim wstąpił do seminarium bardzo jej się podobał. Nie widziała go jakiś czas. Ponownie zobaczyła go na urodzinach swojej przyjaciółki. Na początku wszystko było jak zawsze. Rozmawiali ze sobą, wygłupiali się. Pewnego dnia spotkała się z nim, aby zwierzyć się mu ze swoich kłopotów. Gdy się rozpłakała on... "on mnie przytulił i ni stąd ni zowąd pocałował...." Od tamtego czasu spotykają się potajemnie. Historie internautek związanych z księżmi podsumowują inne kobiety. Jedna z nich pisze, że czytając te historie ogarnia ją przerażenie. Internautka o nicku "Przerażona" pisze: "ktoś wejdzie na taki temat i pomyśli od razu że wszyscy księża to kanalie! A tak wcale nie jest!" Nie rozumie zachowania zarówno księży jak i internautek podkreślając, że żyjemy w społeczeństwie, w którym większość to katolicy. Swoją wypowiedź kończy słowami "Bójcie się Boga". Co zrobić, jeśli on lub ona mówi, że chce odejść? Walczyć, histeryzować, prosić, grozić czy zachować spokój i zgodzić się na rozstanie? Chyba nie ma takiej możliwości, żeby przygotować się na wszystko, co nas w życiu może spotkać, ale przynajmniej od strony teoretycznej (na podstawie doświadczeń terapeutów, ich klientów oraz naszych bliskich, być może również własnych doświadczeń) nie dajmy się zaskoczyć! ;) Jak to profesor Stachowski na studiach mawiał: Każda sytuacja jest „w możności”, czyli potencjalnie możliwa. Każda. Nawet ta. Mit: Jeśli mąż lub żona chce odejść, nie pozwól na to i walcz Któregoś ranka zadzwoniła do mnie żona mojego znajomego. – Nie wiem, co robić ani do kogo zwrócić – Vickie była wyraźnie wzburzona. – Dlaczego? Co się stało? – spytałem. – Dwa dni temu Gerard powiedział, że zakochał się w innej i chce rozwodu – wyjaśniła, walcząc ze łzami. – Od tego czasu nie mogę jeść ani spać. Ciągle płaczę. Biorę valium i jestem lekko oszołomiona. Nie wiem, co robić. Vickie powiedziała mi również, że jej mąż ma romans od dziesięciu miesięcy miesięcy zamierza ożenić się z tą kobietą, kiedy tylko dostanie rozwód. Udzieliłem Vickie rady, z której – byłem przekonany- nie skorzysta. – Pozwól na to, by Gerard zamieszkał z tą kobietą – powiedziałem. – Niech zostanie z nią co najmniej trzy miesiące. O ile to możliwe, nie kontaktuj się z nim w tym czasie, ale widuj innych mężczyzn. Po upływie trzech miesięcy spotkajcie się z Gerardem na kolacji. Wtedy będziesz mogła sprawdzić, czy wciąż jest tak zakochany w tamtej. Wytłumaczyłem jej, że pozwolenie kochankom na stały i niczym nieograniczony kontakt sprawi, że ich romans znacznie przygaśnie (zob. Mit 2). Najlepszy sposób na to, żeby kogoś poznać, to zamieszkać z nim kilka miesięcy. Jest to również najlepsza metoda na pozbycie się złudzeń. Tak jak się spodziewałem, Vickie nie posłuchała mojej rady. Wszczęła za to tytaniczna walkę: histeryzowała, prosiła, błagała, a nawet groziła samobójstwem. W oczach męża czyniło ją to coraz mniej atrakcyjną, szczególnie w porównaniu z kochanką, która zachowywała spokój, okazując jednocześnie szczerą troskę z powodu zaistniałej sytuacji. Vickie przypuściła więc kolejny atak na nią, czym (jak stwierdził Gerald) jeszcze bardziej się ośmieszyła. Ostatecznie przegrała. Stawiając mężowi kolejne przeszkody, umniejszała własną wartość, gdy tymczasem on coraz bardziej doceniał nową miłość. Dla kontrastu, moja koleżanka zupełnie inaczej poradziła sobie z identycznym przypadkiem. Kiedy mąż Elizabeth wyznał, że śmiertelnie zakochał się w innej i poprosił o rozwód, usłyszał tylko: – Będzie mi ciebie brakowało! Elizabeth powiedziała to spokojnie, bez gniewu, za to z uczuciem. Jej mąż zrozumiał swój błąd i skapitulował. Prośby, błagania oraz groźby pojawiły się ze strony kochanki, kiedy dowiedziała się o zmianie jego uczuć. Znam kilka historii, kiedy to cierpliwość i wyrozumiałość małżonka powstrzymały zakochanego po uszy partnera od zerwania związku. Moim zdaniem jednak były to pyrrusowe zwycięstwa. W jednej z takich sytuacji, kiedy zwykła taktyka zawiodła (mianowicie żony nie wzruszyły groźby i prośby męża), Harvery urządził strajk głodowy. Lancy poddała się wreszcie po czterech dniach. Zerwała swój romans i od tej chwili żyła długo i nieszczęśliwie w ustawicznym lęku przed szantażem. Rozpad małżeństwa jest niemal zawsze poważnym problemem, łatwo więc zrozumieć, dlaczego ludzie tak się przed tym bronią. Pół chleba jest lepsze niż nic, ale czy jedna kromka, a czasem ledwie garść okruchów wystarczają, żeby zaspokoić głód emocjonalny? Cóż to za związek, jeśli jeden z partnerów naprawdę chce odejść, a pozostaje wyłącznie z litości, strachu, dla pieniędzy lub z poczucia winy? (…) Jeśli twój partner postanowił odejść, nie ma sensu poniżać się i błagać o pozostanie. Jeśli jednak sprawy nie zaszły za daleko, macie szansę, warto ratować związek. Lazarus, A. A. (2002). Mity na temat małżeństwa. SWP: Gdańsk Teoria, czyli jak być powinno. Ale czy łatwo jest zareagować tak spokojnie i rozsądnie na informację o zmianie uczuć swojego partnera/swojej partnerki? Jakie cechy trzeba w sobie mieć (albo zdobyć), aby stanąć na wysokości tego zadania? Poczucie własnej wartości? Cierpliwość? Konsekwencja? A może coś jeszcze? Zawsze, zawsze można zacząć od nowa lub chociażby zachować klasę. Więcej opanowania i spokoju. napisał/a: vincentXvega 2008-03-26 09:29 No to jest właśnie to,o czym mówię. Kobiety-kochanki zrzućcie klapki z oczu wreszcie i przestańcie być zabawkami w rękach facetów....dla Waszego dobra napisał/a: ~kawa_z_mlekiem 2008-03-26 10:01 Witajcie kobietki, ja także byłam, w świetle prawa wciąż jestem, kochanką. Mężczyzna nigdy nie ukrywał, że ma żonę. Ja nikogo nie szukałam, ale... I tak się zaczęło. Wielka miłość, spotkania i... żona, która dowiedziała się bardzo szybko. Sytuacja należała do trudnych, było wiele ciężkich chwil. On wiedział, że chce być ze mną, ja widziałam, że sytuacja z żoną wciąż idzie do przodu. I chyba tylko dzięki temu dałam radę i udało mi się przezwyciężać uczucia, kiedy on był z nią a nie ze mną. Były momenty krytyczne, kiedy chciałam odejść. On o wszystkich wiedział, znaliśmy swoje uczucia na bieżąco. Wreszcie nadszedł moment, gdy wiedziałam, że nie wytrzymam, jeśli on jej definitywnie nie powie, że odchodzi. Już wtedy razem nie mieszkali. Były szantaże ze strony żony, jej emaile do mnie, płacz i jej obietnice wybaczenia. A między nami ostatecznie rozmowa i postawione przeze mnie ultimatum. Powiedział jej w końcu, że to koniec. A teraz, jesteśmy bardzo szczęśliwi i choć nie ma jeszcze rozwodu, to wiem, że z nią koniec. Ostatnio spędziliśmy razem nasze pierwsze święta w gronie rodziny. I powiem Wam, że warto było walczyć. Mam mężczyznę, którego kocham ponad wszystko a on ma mnie i jest przy mnie, gdy go potrzebuję. I życzę kochankom, aby łatwo się nie poddawały, ale i miały świadomość, co dzieje się w związku ich mężczyzny. Nie ukrywajcie przed nim swoich uczuć, niech wie, w jakim jesteście stanie. A wtedy sam, jeśli jest mądry, będzie wiedział, że już pora wybrać. napisał/a: JaOmega 2008-03-28 14:06 kawa z mlekiem... gratuluje i mam nadzieje ze to szczęście nie okarze się ulotne:) ja jestem na etapie czekania... i obserwowania jak rozwija sie sytuacja... jeśli dostrzege cień szansy dla małżenstwa mojego ukochanego odejde... ale puki co to w moja stronę moje słonko sie kieruje..... mam nadzieje ze i ja doczekam sie wspolnych swiąt...... baaardzo o nich marze.... pozdrawiam napisał/a: JaOmega 2008-03-28 14:56 mam pytanko czy twoi rodzice wiedzieli ze spotykasz sie z nim od kiedy on byl jeszcze w malzenstwie? czy wiedza ze nie ma jeszcze rozwodu? czy jego rodzice wiedza o tobie ze pokochal ciebie keidy nie byl wolny? jak sie do ciebie odnosza? napisał/a: kool 2008-03-28 15:04 Witajcie. Mam pytanie do Kochanek (nie wiem jak inaczej napisać). Czy rozmawiałyście z żonami swoich Wybranków? Ja jestem żoną (zdradzoną). Kiedy dowiedzialam się, że mój małżonek ma inną kobietę, zaprosiłam ją na rozmowę i wyjąsniłam moje stanowisk w tej sprawie. Poprosiłam ją o decyzje - albo mówi mojemu mężowi "Pa" albo tworzą szczęśliwy związek i ja nie będę stała im na pzeszkodzie. Oczywiście wcześniej rozmawiałam z mężem. Jeżeli Wybranek nie potrafi, nie chce, nie może podjąć decyzji - może trzeba mu w tym pomóc? napisał/a: JaOmega 2008-03-28 16:39 bardzo współczuje Ci zdrady męża..... na pewno spotkanie z kochanką kosztowało Ciebie wiele nerwów i siły.... nie każdego stać na taką klasę..... w sytuacji którą opisałaś wydaje mi się, że skoro ani jedno ani drugie nie umie podjąć decyzji do Ciebie ona należy.... i podejmując ją powinnaś kierować się jedynie swoim dobrem i swoich dzieci jesli je posaidasz... myślę że niesamowicie zaskoczyłas tą kochankę..... i męża...... na tyle że odjęło im mowę.... powodzenia w podejmowaniu decyzji.... oby słonko świeciło także dla Ciebie..... napisał/a: ~kawa_z_mlekiem 2008-03-28 17:15 Margoolcia, przyznaję, że moja rodzina nie wie o jego statusie. I myślę, że nie będę im o tym mówić. Może i na początku chciałam powiedzieć, ale z drugiej strony, po co? Przeszłość... Pierwsze spotkania były potajemne, potem poznał moich rodziców i stał sie moim oficjalnym partnerem. I to z moją rodziną spędziliśmy święta. A ludzie im mniej wiedzą o przeszłości, tym lepiej. Jego rodzice-wiedzą prawie od samego początku. Nie znam ich, mieszkają bardzo daleko i on rzadko tam bywa, zwłaszcza teraz, bo jego żona blisko nich mieszka. I chyba nie chciałabym się z nią spotkać. Chociaż, kto wie, co los przyniesie... Sprawa jest jeszcze świeża. I przyznaję też, że trochę się obawiam, jak będą się do mnie odnosili, na pewno będę się czuła nieswojo. Poza tym, jego znajomi wiedzą a i moi przyjaciele o całej sytuacji. Kool, naprawdę gratuluję Ci przede wszystkim odwagi. Niestety kobiety często zamiast wybierać, to wolą ze strachu przed samotnością stosować szantaż emocjonalny, grozić samobójstwem lub okazywać miłosiernie "przebaczenie" mężowi... napisał/a: ShiningKnight 2008-03-28 18:07 ... napisał/a: Mysia26 2008-03-28 18:54 Ja z mojej strony nie mialam potrzeby rozmowy z zona mojego faceta, dlatego z nia nie rozmawialam. Natomiast liczylam sie z prawdopodobienstwem tego, ze ona bedzie chciala ze mna porozmawiac. Zdaje sobie sprawe, ze bylaby to jedna z "ciezszych" pogawedek, ale jezeli ona chcialaby rozmawiac mowie - tak. Ale, ale... zonie mojego faceta- takze nie chcialo sie ze mna gadac. Nie wnikam dlaczego i oczywiscie nie wyczekuje na to, ze zadzwoni i poprosi mnie o pogawedke. Pozdrawiam M. napisał/a: ~Zbynia 2008-03-28 21:56 dzięki za radę Margolciu. przymierzam sie do postawienia takiego ultimatum, choć narazie trzymam go na dystans (nawet nie robiąc tego specjalnie) i działa jak nigdy. chyba sie przestraszyła ze mam juz tego naprawde dość. i mam jeszcze pytanie..... czy podczas gdy on sie zastanawia spotykacie się normalnie? i jakie to są oznaki że myślisz ze słoneczko zaczyna świecić w Twoją strone? napisał/a: ~Zbynia 2008-03-28 21:59 kawa_z_mlekiem napisal(a):Witajcie kobietki, ja także byłam, w świetle prawa wciąż jestem, kochanką. Mężczyzna nigdy nie ukrywał, że ma żonę. Ja nikogo nie szukałam, ale... I tak się zaczęło. Wielka miłość, spotkania i... żona, która dowiedziała się bardzo szybko. Sytuacja należała do trudnych, było wiele ciężkich chwil. On wiedział, że chce być ze mną, ja widziałam, że sytuacja z żoną wciąż idzie do przodu. I chyba tylko dzięki temu dałam radę i udało mi się przezwyciężać uczucia, kiedy on był z nią a nie ze mną. Były momenty krytyczne, kiedy chciałam odejść. On o wszystkich wiedział, znaliśmy swoje uczucia na bieżąco. Wreszcie nadszedł moment, gdy wiedziałam, że nie wytrzymam, jeśli on jej definitywnie nie powie, że odchodzi. Już wtedy razem nie mieszkali. Były szantaże ze strony żony, jej emaile do mnie, płacz i jej obietnice wybaczenia. A między nami ostatecznie rozmowa i postawione przeze mnie ultimatum. Powiedział jej w końcu, że to koniec. A teraz, jesteśmy bardzo szczęśliwi i choć nie ma jeszcze rozwodu, to wiem, że z nią koniec. Ostatnio spędziliśmy razem nasze pierwsze święta w gronie rodziny. I powiem Wam, że warto było walczyć. Mam mężczyznę, którego kocham ponad wszystko a on ma mnie i jest przy mnie, gdy go potrzebuję. I życzę kochankom, aby łatwo się nie poddawały, ale i miały świadomość, co dzieje się w związku ich mężczyzny. Nie ukrywajcie przed nim swoich uczuć, niech wie, w jakim jesteście stanie. A wtedy sam, jeśli jest mądry, będzie wiedział, że już pora wybrać. mam pytanie.... jak przetrwać te krytyczne momenty kiedy już naprawde ma się dość i nie widać szans na normalny związek. Byłaś niedostępna czy raczej szłaś mu na rękę jeśli chodzi o spotkania. jak to zrobić żeby coś z tego wyszło????? napisał/a: JaOmega 2008-03-28 22:32 Zbynia... tak rozmawiamy normalnie i postykamy sie keidy mozemy.... ejdnak ten temat wisi nad nami i on wie jasno czego ja oczekuje od neigo..... ma czas na decyzje bo i mi sie nie spieszy.... ale jestem uczciwa i wyjasnilam ze jesli taki stan rzeczy potrwa dluzej to... ja podejme decyzje za niego... czyli odejde.... :) kto wie co sie w zyiu zdarzy.... a skąd wiem ze swieci dla mnie to slonko? bo zaczyna prostowac swoje finansowe powiazania z zona... zaczyna uniezalezniac ja i siebie finansowo... to sa podstawy... nie kupuje mieszkania nie przeprowadza sie chcociaz ona na to napiera... zobaczymy jak bedzie z wakacjami... ja upeiram sie przy tym ze nie zycze sobie by jechal z nia na wakacje... jedynie z dziecmi,.. ale nie z nia... ale deycjze pozostawiam jemu.. jesli pojedzie to dla mnie to bedzie jasne i tez odejde... wszystko w ciagu kilku miesiecy sie wyjasni... zobaczymy... pozdrawiam cieplusio fot. Adobe Stock Dzień jest bezwstydnie słoneczny. Trochę jednak chłodno i przechodnie idą żwawo. Nikt nie zerka w moją stronę, chociaż samotnie siedzę na ławeczce... Nabrałam nawyku przychodzenia tutaj. Do tej części parku. Mocno nasłonecznionej, blisko ruchliwej jezdni, z kościołem i operą po drugiej stronie ulicy. Rok temu też tu byłam. Ale bliżej skweru. Było równie sennie. Gorąco. Stałam i czekałam. Widziałam ich z daleka. Piotra i Renatę. Jeszcze męża i żonę. Za chwilę przysięga przestanie ich obowiązywać. Mąż Renaty nie będzie już jej małżonkiem. Będzie mój. Zostałam jego kchanką Ale to miała być kwestia czasu, kiedy weźmie rozwód. Czekałam w tak wielkim napięciu, że aż poczułam w brzuchu ból. Pamiętam to uczucie. Mrużyłam oczy, by coś zobaczyć i usłyszeć. Byłam jednak za daleko. Nie słyszałam tego co mówią. Stali zwróceni ku sobie. Nie mogłam więc dojrzeć wyrazu ich twarzy. To on mówił coś do Renaty. Gestykulował. Zrobili gwałtowny krok. Widziałam jak Renata odchodzi. Piotr wykonał ruch ręką, jakby mimo wszystko chciał ją zatrzymać. Zauważyłam ten gest i ból we mnie urósł. Miałam wrażenie, że zaraz zasłabnę z niespokojnej radości, która mnie przepełnia. Już nie będziemy musieli się chować, ukrywać z miłością – myślałam. Ja, kochanka. Już nie. Czekałam na tę chwilę rok. Aż 365 dni. 12 miesięcy, ileż tygodni, ileż dni, godzin, sekund? Dzielonych pomiędzy dwie kobiety. Każda chwila wyrywana chyłkiem, naznaczona grzechem. Poznawaliśmy siebie w napięciu. W przekonaniu, że wyspy szczęśliwości są tuż, tuż. Smakowaliśmy wspólną kawę, wspólne rozumienie pogody ducha i frasunku. Rok. Nie chciałam naciskać, by odszedł od żony. Ale musiałam spróbować. Każdy by tak postąpił. Obiecywał mi to od roku – Czy rozmawiałeś z Renatą? – zapytałam latem. Dzień był gorący, odurzał zapachem kwiatów. Staliśmy w ogrodzie, na werandzie mojego domu. Minęło już kilka miesięcy naszej znajomości. Przyrzekliśmy sobie wszystko, co mogą kochankowie. Byliśmy ze sobą w łóżku, w kąpieli, w esemesach, nawet w nie odbieranych telefonach. Piotr niechętnie mnie opuszczał. Ja coraz dłużej stałam w progu. A nuż wróci? Zakończy wszystko jedną nocną nieobecnością, gdy żona z niepokoju odchodzić będzie od zmysłów? – Nie – odpowiedział szybko, zdecydowanie, stanowczo. Sam wyczuł niestosowność swojego tonu. Spojrzał na mnie z łagodnością w oczach. – Nie, ale zrobię to wkrótce. Nie zadałam ponownie tego pytania. A jednak wciąż było między nami. Marzyłam by od niej odszedł. Mnie też się coś od życia należy – myślałam wieczorami, które należały do jego żony. Park przez ten rok się nie zmienił. Nie przybyło nasadzeń, nie wycięto starych drzew. Czas stanął w miejscu. Nie ma tu Piotra, a ja wciąż widzę jak Renata odchodzi. Powoli, coraz szybciej, prawie biegiem. Gwałtownie, rozpaczliwie szuka czegoś w torebce. Na moment przystaje. Do kogoś mówi przez telefon. Siada na schodach opery. Nie współczułam wówczas Renacie. Miała swoje chwile z Piotrem. Teraz – moim Piotrem. Moim Piotrem, powtarzałam w myślach wychodząc naprzeciw niemu. Wciąż stał w tym samym miejscu. Czy mnie nie widział? Musiał widzieć! Mnie, tramwaj zjeżdżający mostem w stronę śródmieścia, przebiegające koło jego nóg dzieciaki. Ale wyraz twarzy miał nieobecny. Ja też byłam kiedyś porzuconą żoną Pięć lat czekałam na tę miłość. Pięć lat temu to mnie ktoś porzucił. Jak szmacianą lalkę. Michał miał już rok, gdy Stefan stwierdził, że nasze małżeństwo jest zbyt obciążające, miażdżące jego osobowość. Znalazł tę, która odkryła w nim zalety prawdziwego mężczyzny. – Wybacz – wciąż słyszę jego słowa. – Wybacz, ale nie mam serca do bachora, do ciebie, tych śmiesznych lalek, które Bóg jeden wie, dlaczego zbierasz... Daleki jestem od afirmacji małżeństwa. Mam za to pewność, że życie ucieka, a z nim moje marzenia. Wybacz. Mówił patrząc przed siebie. Dopiero teraz odwrócił do mnie twarz. Twarz martwą, bez wyrazu. Nagle zrobiło się tak cicho, że słychać było sapanie śpiącego Michałka. Milczeliśmy teraz obydwoje, schwytani w pułapkę słów. Wciąż jeszcze naprzeciw siebie, ale już osobno. O co mu chodzi z tymi lalkami? Myślałam zupełnie od rzeczy. I ta myśl, też jest wciąż w fotografii mojej pamięci. – Dlaczego tak mówisz? – zapytałam – Co ci zrobiłam? Chcesz odejść? Przecież jesteśmy dopiero dwa lata po ślubie. Słyszałam swój drewniany głos. Jakie to ma znaczenie, ile lat jesteśmy po ślubie, dziwiłam się w myślach samej sobie. – Masz kogoś? Stefan patrzył na mnie tym swoim niewidzącym wzrokiem. Był wyraźnie spięty i rozdrażniony. Nie, nie mam do niego żalu. Jest w porządku, przysyła alimenty. Michała, lat sześć, rzadko widuje. Miałam nadzieję, że teraz będzie inaczej Obraz Stefana z letniego poranka nakłada się na postać mojego Piotra. Tego dnia w parku szukam w jego oczach radości, poczucia wolności i niezależności. Żądam potwierdzenia, że od tej chwili jesteśmy razem. Renata odeszła. Jest gdzieś w tłumie nieznajomych, obcych. Chcę kochać i być kochaną, wciąż powtarzałam w myślach. Mam 30 lat. Mogę wszystko zacząć od nowa. Pamiętam, że wciągnęłam głęboko powietrze. Czułam jego świeżość. Widziałam bezchmurne niebo. Lecz Piotr miał oczy zmęczone i pełne napięcia. Chyba nie tak powinno wyglądać się po rozstaniu z niekochaną żoną, pomyślałam mimochodem. Stąpałam po linie i na chwilę straciłam czujność, gdy radośnie, po prostu powiedziałam: – To już po wszystkim. – Proszę cię, jedź do domu – odpowiedział. Poczułam lód na plecach. Pięć słów odebrało mi całą odwagę. – Dobrze – zgodziłam się z pokorą. Poszłam. Wolno, krok za krokiem. Musiałam przejść koło opery. Renata wciąż tam siedziała. Nieobecna, zadumana. Żona – nie żona. Wyraźnie czekała. Ale nie na mojego Piotra, pomyślałam z satysfakcją. Teraz ja będę jego żoną Wygrałam. Przez rok, dzień po dniu, chwila po chwili, czekałam na ten moment. Ale nie znałam całej prawdy. Nie mogłam przecież słyszeć ich rozmowy, która odbyła się tego samego dnia, kilka godzin wcześniej. Dzwoni telefon i zmienia całe życie – Piotr? – Renata powtórzyła imię, bo głos w słuchawce był niewyraźny. Do ucha wciska się też zgiełk sobotniego, targowego przedpołudnia. Jajko prosto od kury kosztuje 90 groszy, a kurkę na rosół można kupić już za 20 złotych. Ktoś inny przekonuje, że 10 złotych za środek do czyszczenia kabin prysznicowych to niewielki wydatek. Życie wpada do komórki i zagłusza słowa. – Piotr. Tak dalej żyć nie możemy. Obydwoje wiemy, że masz flirt czy romans. Od wielu miesięcy. Nie szanujesz siebie i mnie. Nie chcesz rozmawiać ani rozwiązać sytuacji. Ale tak dalej być nie może. Wyrzuciła to z siebie. Poczuła ulgę. Cisza po tamtej stronie słuchawki. I nagle przychodzą na myśl słowa ciotki, wydobyte z zakamarków pamięci: – Życie się nigdy nie powtórzy – powtarzała uparcie. – Dbaj, by każdy dzień był godny. Nie krzywdź, szanuj siebie i innych. Życie bywa wyjątkowe i zagadkowe. Zawsze oddaje co dostanie. – Piotr? – powtarza niepewna, czy słyszał. – Gdzie jesteś? Porozmawiajmy więc – odpowiada krótko. – Za kilkanaście minut mogę być koło opery. – Dobrze – rozłączył się natychmiast i wykonał kolejny telefon. – Halo, Paulinko. Od dziś jesteśmy razem – powiedział do mnie krótko. Zaskoczył mnie. Czekałam na te słowa, ale kiedy je wreszcie usłyszałam zadziwiły mnie. Weekendy też będą moje. Dotąd zawsze należały do żony. Wyrywał się jedynie popołudniami, na krótko. Na spacer z psem. Renata nie lubiła wtedy wychodzić. Teraz także weekendy będą moje. – Gdzie się spotkamy? Kiedy? – Za chwilę. Na skwerze, koło opery. Przyjedź jeżeli możesz. Kocham cię – rozłączył się. Zawsze mogłam. Zawsze, gdy on dysponował czasem. Wiedział o tym. Zobaczyłam ich z daleka. Przycupnęłam na ławce. Mrużyłam oczy, by widzieć ich lepiej. Byłam za daleko, nie mogłam więc słyszeć, kiedy mówił do niej: – Odchodzę – przeszedł od razu do rzeczy. – Kocham inną. Chcę sobie ułożyć z nią życie. Czy dasz mi rozwód? Bo... Chciał coś jeszcze dodać, może wytłumaczyć. Zrobiła przeczący ruch ręką. – Masz moją zgodę. Tylko to ty poinformuj o tym rodzinę. To twoja decyzja. I do szóstej po południu masz się wyprowadzić. Wciąż wkoło spacerowały matki z dziećmi. Było gwarnie i kolorowo. Anonimowo i obojętnie. Nikt nie zauważył, że dla kogoś nastał koniec świata. Ten ktoś to Renata. Odwróciła się na pięcie. – Nie chcę cię słuchać. I już wcale nie muszę. W myślach dzwoniła do przyjaciółki. I przyjaciółki przyjaciółki. Trzeba sprzedać dom. Podzielić rzeczy. W torebce gwałtownie szuka telefonu. To właśnie widziałam. Ona mnie – nie. A gdyby nawet? Gdyby nawet się domyśliła, że ta brunetka to życie jej męża? Co to by zmieniło? Szukam dla siebie usprawiedliwienia. Nie, nie muszę szukać. Zasłużyłam na Piotra. Kiedy odszedł Stefan, przeżyłam piekło samotności. Michałek rósł. Z przedszkola wracał z pytaniami o tatę. Dlaczego nie mieszkają razem? Dlaczego tak rzadko przychodzi? Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Byłam tym zmęczona. Dni mijały obojętnie, podobne do siebie. Do chwili, gdy spotkałam Piotra. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Powtarzam się, ale jestem tego pewna... Jeszcze dziś. Chociaż tamten wieczór, gdy się poznaliśmy jest już tylko w mojej głowie. Jest dźwiękiem i emocją. Ale w szczegółach mogę opowiadać, jak ktoś nas sobie przedstawił. Pamiętam, że Piotr patrzył na mnie ze skruchą, prośbą i obietnicą. Spełnieniem obietnicy. Nigdy nie czułam się kochanką. Czułam się żoną. Tak jak dziś wciąż czuję się zdradzona. Ja – nie żona. Pobiegł błagać ją o wybaczenie Rozwód to był jego pomysł. Nie rozumiem więc, dlaczego rozstał się z żoną, tam nieopodal parku, przed operą, żeby parę godzin później prosić ją o to, by mógł wrócić do domu. Miał odejść od żony, a zdradził mnie. Dlaczego? Nie rozumiem, nie rozumiem... Od tamtego czasu prawie obsesyjnie o nich myślę. O niej i o nim. Jak się śmieją, kochają, obrażają i przepraszają. Jak siedzą, jedzą, kładą się razem spać. Okruchy uczuć, zdjęć, które pozostały. Dlaczego mnie zdradził? Jeszcze tego samego dnia zadzwonił. Dzwonił potem wielokroć. Szukał ze mną kontaktu pod byle pretekstem. – Wybacz – szeptał. Obiecywał pomoc w każdej sprawie. – Nie chcę czuć się jak szczeniak – powiedział. Niczego już nie rozumiałam. Wybacz, pobrzmiewało w SMS-ach. Naprawdę kocham tylko ciebie, ale wracam do żony. Siadam tu, na ławeczce, skąd jest dobry widok i przywołuję okruchy czasu. Nie powinnam się poddawać emocjom, ale znów zalewa mnie fala gniewu i bezsilności. Są pytania, których nie zadałam. Są zdarzenia, których nie znam. Co się zdarzyło między 13 a 18, o której miało się zmienić stare, bezsensowne życie? – Co się wtedy, na Boga, wydarzyło?! Co?! – krzyczę czasem na głos. Przechodnie szerokim łukiem omijają moją ławeczkę. Może sądzą, że jestem wariatką. Czytaj także:Teściowa najchętniej zostałaby u nas na 3 tygodnieJako dziecko straciłam słuch i stałam się niewidzialna dla innychTeściowa przed śmiercią wyznała mi, że mąż mnie oszukałFacet w którym się zakochałam, próbował mnie zgwałcić Cześć! Od 5lat jestem w związku w tym od roku po ślubie. Piszę tutaj bo już nie wiem co robić… Mamy córeczkę 8mc staraliśmy się o nią 9mc. Gdy zaszłam w ciążę mąż się zmienił. Zero wsparcia, gdy było spotkanie ze znajomymi, gdy byłam w ciąży nie pomagały prośby by skończyć imprezę bo źle się czuję. Po porodzie ciągle imprezy też nic nie dawały prośby i doszło już nawet do tego, że krzyczał, że mnie nienawidzi…Z córką nie potrafi sie nawet bawić, gdy sie nią zajmuje to bierze ją przed tv i tak wygląda u niego opieka nad nią. Już mam dość, wysiadam psychicznie przy nim. Nawet na seks ma ochotę tylko raz na dwa tygodnie mimo, że w łóżku nudy nie mamy. Coraz częściej myślę o rozwodzie, ale co wtedy? Wrócić do rodziców z podkulonym ogonem? Prace straciłam z dniem porodu i nie wyobrażam sobie dać małą do żłobka przecież nie przeżyje rozstania takiego z nią. Mieszkanie mamy od teściów, ale to co się dowiedziałam to mimo, że darowizna zrobiona po ślubie mi nic się nie należy mimo, że moje pieniądze tez szły na remont, a teraz moje macierzyńskie idzie cale na rachunki i raty za sprzęty domowe, ale prócz przelewów na męża konto nie mam innych paragonów itp więc jestem w dupie krótko mówiąc. Samochód mój tez się nie nadaje już do jazdy, a on swój kupił przed ślubem. Mąż dużo zarabia, ale na umowie ma najniższa krajowa więc nie mam co liczyć na jakieś porządne alimenty. I na dodatek nie mamy ostatnio zbytnio na jedzenie, ale oczywiście na swoje gadżety ma. Mi żeby dać na okulistę bo już ciężko nawet autem się jeździ to też mogę zapomnieć. Teraz wymyślił, że jego wypłatę dzielimy na pół i wszystko kupujemy na pół ostatnio to jest 700zl na 2tyg dla każdego i mimo to ciężko z tego odłożyć sobie na coś. Nie wierzę, że piszę tu wiadomość, ale to już chyba desperacja…😞 Są tu samotne mamy, które mogą powiedzieć jak sobie radzą

jestem kochanką jak odejść